poniedziałek, 6 stycznia 2014

Prolog

Czuł już powiew wolności, słyszał z daleka jej wołanie.
Bezszelestnie znokautował strażnika i przeskoczył nad jego ciałem. Syrena alarmowa drażniła mu uszy.
Biegł dalej korytarzem mijając puste cele. Dotarł do rozwidlenia, skręcił w lewo i wbiegł na schody. Przyspieszył słysząc nadciągającą pogoń.
Kopnięciem wyważył drzwi prowadzące na dach i dobiegł do muru. Daleko w dole majaczyła fosa.
Zawahał się tylko chwilę. W dzieciństwie wygrywał wszystkie lokalne zawody pływackie, więc nie było problemu. Cofnął się kilka kroków i wziął rozbieg.
W tym momencie na dach wypadli strażnicy i poczuł jak kule mijają go o włos. Zgrabnie przeskoczył gzyms i zniknął w mroku nocy.
Wylądował w lodowatej wodzie nie mogąc złapać tchu. Strażnicy strzelali na oślep. Jedna z kul drasnęła go w ramię. Syknął.
Dopłynął do stromego brzegu i zaczął się wspinać. Usłyszał jak brama więzienia się otwiera i w jego stronę biegną psy. Wczołgał się na trawę i szybko ruszył w stronę ulicy. Dotarł na wiadukt i przeszedł przez barierkę. Pod nim przejechała ciężarówka. Psy były coraz bliżej. Skoczył i upadł na zranioną rękę. Zacisnął zęby i przeturlał się na plecy zaciskając kurczowo palce na nierównościach dachu.
Odetchnął. Rano będzie już daleko stąd.
I będzie mógł się zemścić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz